W uszach brzmi piosenka The Cranberries pt. “Empty”. Stoję w oknie podpalając następnego papierosa. Wszystko to, co obejmuje mój wzrok przesuwa się przed mymi oczami w zwolnionym tempie. Może przez pryzmat łez wszystko jest takie dziwne, takie nienaturalne i pozbawione wszelkiego sensu. Być może.
Jedynie ona stoi nienaruszona przed moimi oczami, a wiatr rozwiewa jej niegdyś długie włosy. Piękny i szeroki uśmiech rozświetla jej twarz. Obraca się na pięcie i zaczyna uciekać w dzikim śmiechu. Zachęta do wygłupów. Uwielbiałem to. Kiedy mogliśmy się poszarpać, gonić za sobą, zmęczyć się, a potem paść na ziemię, przytulić się do siebie i słyszeć tylko własne sapanie blisko naszych uszu.
Nagle przystanęłaś w biegu. Radość na twarzy przemieniła się w zachwyt. Oczy rozgorzały namiętnością dla piękna tego świata. Patrzyłaś w niebo, które dopiero co pokrył gwieździsty dywan i które dawało znaki życia pulsowaniem białych punkcików na granatowej draperii. A może była to hipnotyczna fala na tafli wody rozchodząca się w coraz to większe kręgi, którą wywołałaś rzucając nań kwietny płatek. Cudowna była Twoja możność cieszenia się każdą najmniejszą rzeczą, którą podarowała nam natura.
Teraz widzę Cię śpiącą. Leżysz na plecach okryta miękką kołdrą z głową lekko przechyloną na bok. Twoje włosy rozrzucone po poduszce tworzą skomplikowaną mozaikę. Pierś unosi się wolno w sennym oddechu. Zdarzało się, że budziłem się rano obok Ciebie, gdy Ty jeszcze trwałaś w głębokim śnie. Wtedy podpierałem się na łokciu by lepiej Cię widzieć, przecierałem oczy i podziwiałem powolne i nieświadome ruchy Twego ciała. Wydawałaś się wtedy taka czysta, nieskażona żadnymi emocjami - żadnym uniesieniem, żadną złością. Potem przysuwałem się bliżej, obejmowałem Cię delikatnie rękoma i przybliżałem do Ciebie, a Ty będąc pogrążona jeszcze we śnie mocno mnie wtedy przytulałaś. Zapadaliśmy w poranną drzemkę.
Taką Ciebie widzę. Taka jesteś w mojej głowie.