Lecz…

Posted in Uncategorized on czerwiec 4, 2008 by simplymesimplyyou

Miłość to nie wszystko. A chciałbym, żeby tak było. Żeby to miłość była wszystkim, całością, która nie potrzebuje być dopełniana. Lecz jest to wizja świata idealnego, wykreowanego przez literaturę, filmy. Tam miłość jest zwykle wszystkim. Nieważne co się stanie. I tak wiadomo jaki będzie koniec- kochankowie wrócą do siebie, bo łączy ich miłość. Nic więcej się w zasadzie nie liczy.

Nawet nie potrafię tego ująć w słowa. Zawiódł mnie świat, zawiodło mnie życie. Miłość mnie pogrążyła. Zanurzyłem się w morzu miłości w łodzi złożonej z dwóch części, które połączone tworzyły pewne luki w budowie. W ten sposób chciałem podziwiać ten świat- magiczny i kolorowy, pełny uniesień i emocji. Utopiłem się. Do statku przedostała sie woda. Teraz leżę martwy na dnie morza zwanego Miłość.

Nie udało się…

Ty

Posted in Uncategorized on maj 4, 2008 by simplymesimplyyou

W uszach brzmi piosenka The Cranberries pt. “Empty”. Stoję w oknie podpalając następnego papierosa. Wszystko to, co obejmuje mój wzrok przesuwa się przed mymi oczami w zwolnionym tempie. Może przez pryzmat łez wszystko jest takie dziwne, takie nienaturalne i pozbawione wszelkiego sensu. Być może.

Jedynie ona stoi nienaruszona przed moimi oczami, a wiatr rozwiewa jej niegdyś długie włosy. Piękny i szeroki uśmiech rozświetla jej twarz. Obraca się na pięcie i zaczyna uciekać w dzikim śmiechu. Zachęta do wygłupów. Uwielbiałem to. Kiedy mogliśmy się poszarpać, gonić za sobą, zmęczyć się, a potem paść na ziemię, przytulić się do siebie i słyszeć tylko własne sapanie blisko naszych uszu.

Nagle przystanęłaś w biegu. Radość na twarzy przemieniła się w zachwyt. Oczy rozgorzały namiętnością dla piękna tego świata. Patrzyłaś w niebo, które dopiero co pokrył gwieździsty dywan i które dawało znaki życia pulsowaniem białych punkcików na granatowej draperii. A może była to hipnotyczna fala na tafli wody rozchodząca się w coraz to większe kręgi, którą wywołałaś rzucając nań kwietny płatek. Cudowna była Twoja możność cieszenia się każdą najmniejszą rzeczą, którą podarowała nam natura.

Teraz widzę Cię śpiącą. Leżysz na plecach okryta miękką kołdrą z głową lekko przechyloną na bok. Twoje włosy rozrzucone po poduszce tworzą skomplikowaną mozaikę. Pierś unosi się wolno w sennym oddechu. Zdarzało się, że budziłem się rano obok Ciebie, gdy Ty jeszcze trwałaś w głębokim śnie. Wtedy podpierałem się na łokciu by lepiej Cię widzieć, przecierałem oczy i podziwiałem powolne i nieświadome ruchy Twego ciała. Wydawałaś się wtedy taka czysta, nieskażona żadnymi emocjami - żadnym uniesieniem, żadną złością. Potem przysuwałem się bliżej, obejmowałem Cię delikatnie rękoma i przybliżałem do Ciebie, a Ty będąc pogrążona jeszcze we śnie mocno mnie wtedy przytulałaś. Zapadaliśmy w poranną drzemkę.

Taką Ciebie widzę. Taka jesteś w mojej głowie.